Każdy dzień wydaje mi się podobny do poprzedniego. Wstaje rano, idę do wc, obserwuję przez dobre 3 min. swój brzuch. Czekam na cud, kiedy będzie mniejszy. Następnie jem śniadanie, przebieram się, maluję, przez 5 min. przeglądam się w lustrze, czy aby na pewno dobrze wyglądam. Wychodzę. Obserwuję brzydkie (zdarzają się też ładne, ale to rzadko) domki jednorodzinne. W czasie obserwowania zastanawiam się, kiedy zacznę doceniać to, że żyję, oddycham i kocham. Stoję na przystanku. Mam ponad 20 min. zatłoczonym autobusem na uczelnię. Wysiadam. Obserwuję ludzi przeze mnie mijanych. Wchodzę na uczelnie, niby słucham, trochę wykreślam w wykreślance. Wychodzę. Włażę do tego przesiąkniętego alkoholem autobusu i znów spędzam w nim ponad 20 min. Czasami moje dni różnią się od innych spotkaniem znajomej twarzy i pogadanie z nią/nim chwilę.
Myślę o imprezach, ale kiedy już na nie idę. Nie mogę na nich wytrzymać.
Jedyne co mnie odrywa od rutyny to czytanie ciekawych książek i myślenie o moim przyszłym Mężu.
Wreszcie udała mi się długa notka. Jestem dumna z siebie.